Pierwszym „zesłańcem” został Janek Gęgało ze Szczecina, który wcześniej był księgowym… zrezygnował z pracy, wynajął swoje mieszkanie i przyjechał do Kuchar.
Jak wspomina Misiek:
„Lama Ole wskazał go palcem (…) więc wziął swój rower i przyjechał.”
Równocześnie z nim pojawił się Włodek Abłamowicz, który był świeżo upieczonym buddystą – przyjął Schronienie w okolicy maja tego roku.
Ze wspomnień Włodka
,,( …) zadzwonił do mnie kolega i opowiedział o Kucharach – potrzebna była pomoc, a ja miałem miesiąc urlopu… więc przyjechałem”.
Janek i Włodek umówili się wcześniej i razem pojawili się w Kucharach we wrześniu 1985. Tak się zaczęło grzebanie w tych ruinach. Z każdym tygodniem okazywało się, że to, co solidne, jest jednak bardzo miękkie lub spróchniałe, przez niektóre ściany można było przejść.
Pierwsze miesiące były ze współlokatorami – na strychu mieszkała „babcia”, a na parterze rodzina Ciarkowskich. Mieli oni osobne wejście, z boku budynku (obecnie ściana od strony Stupy Oświecenia), tylko oni mieli prąd. Nikt nie miał bieżącej wody – była jedynie w studni w piwnicy.
Włodek:
,,Na drugi dzień po przyjeździe poszliśmy na piechotę do Drobina i kupiliśmy miotły, wiadro i świeczki – to było pierwsze wyposażenie Ośrodka w Kucharach”.
„Na jakiej zasadzie my tu byliśmy? Mieliśmy jakieś prawo tu przebywać, zgodę od Gminy na zamieszkiwanie i użytkowanie, załatwił to Jan Brzost”
„Ja cały czas pracowałem w energetyce, pierwsze 2 lata przyjeżdżałem na tydzień raz na miesiąc. W ogóle – 2 lata pierwsze byliśmy tu prawie sami”
Piotr Kaczmarek, który spędził w Kucharach całe lato 1986 roku:
,,Skończyłem szkołę i nic nie musiałem – czasu miałem nieskończoną ilość… Mieszkaliśmy tam gdzie się dało – do dyspozycji był tylko jeden pokoik – teraz jest tam przedsionek kucharskiej gompy”
„Kuchary to były jedne wielkie krzaczory, prawie nie dawało się przez nie przedrzeć… Generalnie, to była ciągła walka o przeżycie – ale byliśmy bardzo szczęśliwi.”
„Byłem młody i nic nie potrafiłem – w pewnym momencie Janek Gęgało poprosił mnie, żebym naprawił drzwi do piwnicy…
Udało mi się to zrobić i byłem bardzo zadowolony – bo to była pierwsza techniczna rzecz, której się nauczyłem.”
„Mieliśmy na wyposażeniu wiadro – biegałem z nim do piwnicy i za pomocą sznurka czerpałem wodę ze studni.”
…
Zgodnie z prośbą Tengi Rinpocze omówiono ponownie sprawę Drobina.
Wszyscy członkowie Rady wypowiedzieli się w imieniu reprezentowanych przez nich grup i ośrodków. Spośród 15 członków Rady 11 wypowiedziało się za utrzymaniem dworku w Drobinie. Trzy osoby były przeciwnego zdania, a jedna zdania nie miała.
Postanowiono, że ostateczne słowo w tej sprawie należeć będzie do Olego.
…
Tymczasem w Drobinie dotychczasowi lokatorzy dworku, mieszkający tam przed przejeciem go przez Stowarzyszenie, są w trakcie przeprowadzania sie do nowych lokali.
…
Tenga Rinpoczwe odwiedził też Drobin, gdzie odbyła się krótka Cok Pudż.
Ekipa z Gdańska łata dziury w suficie gompy. Walka o przeżycie: o wodę, o przyłącze prądowe, stworzenie prowizorycznej kanalizacji. Wyprowadzka współlokatorów (babcia i rodzina Ciarkowskich) – Janek Gęgało był w stanie załatwić im w gminie dobre lokale.
Stowarzyszenie Buddyjskie Karma Kagyu formalnie staje się właścicielem Kuchar. Akt notarialny został podpisany 12 listopada 1987 w Państwowym Biurze Notarialnym w Płocku.
Dworek wraz z parkiem został nabyty za kwotę 588 048 starych złotych polskich, co stanowiło równowartość 620 marek niemieckich.
Janek Gęgało przeprowadza inwentaryzację obiektu i parku, wykonuje potrzebne ekspertyzy i projekt budowlany. Uzyskujemy pozwolenie na budowę wraz z pozwoleniem konserwatora zabytków.
Pojawia się studnia głębinowa; 70 metrów z dobrą wodą. Janek udostępnia ją do korzystania dla mieszkańców całej wsi Kuchary.
Jankowi udało się załatwić telefon! Aparat znajdował się w sklepie spożywczym przed wjazdem do parku (dzisiaj Nagaradża Cafe). Mieliśmy numer: 56A.
„Nie miał on nawet tarczy z numerami do wykręcania – podnosiło się słuchawkę i waliło w widełki, aż zgłosiła się pani z centrali. Wtedy prosiło się o połączenie”.
W 1989 roku w końcu warunki dojrzały, żeby zacząć budować!
Nadszedł moment, żeby przetransformować kucharską ruinę w przyszły Ośrodek – w wizję Lamy Ole.
Początki kursów medytacyjnych w Kucharach.
Choć dworek w Kucharach nie był jeszcze wykończony, a warunki były bardzo surowe, zaczęto tam organizować pierwsze weekendowe kursy medytacyjne. Odbywały się one w małym pokoju o powierzchni około 20 m².
„Pierwsze kursy medytacyjne odbywały się w takim małym pokoiku — miał ze 20 m² — nabitym po brzegi ludźmi. Sufit nam spadał na głowę i wszyscy medytowali od rana do wieczora, spali jak śledzie, nie było ani jednej łazienki. Panowała za to wielka radość i nikt nawet nie myślał o lepszym standardzie. I jeszcze do tego park, który przypominał dżunglę.”
„Medytowaliśmy przez cały dzień, człowiek przy człowieku. Nawet nie wiem jak i gdzie spaliśmy. W pewnym momencie z sufitu oderwał się kawałek tynku 100×100 cm… i spadł na głowę Kasi z Poznania – wszyscy padliśmy ze śmiechu. Otrzepaliśmy Kasię i trochę zamietliśmy i medytowaliśmy dalej.”
Buddyjski Ośrodek Odosobnieniowy
w Kucharach
Kuchary 57, 09-210 Drobin
e-mail: kuchary@buddyzm.pl
tel. +48 24 260 10 56
Misiek: +48 603 581 663
Kuba: +48 663 127 399
Kamila: +48 698 205 998
Nr rachunku:
48 1240 1721 1111 0000 0725 7049
Bank PEKAO S.A. II Oddział w Płocku
Płock ul. Kolegialna 14A
IBAN: PL48124017211111000007257049
(BIC)/SWIFT: PKOPPLPW
Copyright 2025 by Buddyjski Ośrodek Odosobnieniowy w Kucharach